W tym wypadku efektem jego poszukiwań było zrewolucjonizowanie naszej wiedzy o układzie słonecznym. Galileusza zafascynował nowy wynalazek, zwany teleskopem. Początkowo była to zabawka, ale Galileusz ulepszył ją, w efekcie czego stała się ona instrumentem naukowym. Gdy skierował teleskop ku niebu, pierwszą rzeczą jaką ujrzał, były góry na księżycu oraz gromady gwiazd drogi mlecznej. Zobaczył też 4 niewielkie jasne gwiazdy w pobliżu Jowisza. To był właśnie moment, w którym dokonał odkrycia. Galileusz zdął sobie sprawę, że te cztery gwiazdy są tak naprawdę księżycami Jowisza. Był to kolejny dowód na to, że Kopernik miał rację, opisując budowę systemu słonecznego. Jeśli księżyce mogły okrążać Jowisza, to i ziemia mogła okrążać słońce. Odkrycie Galileusza pokazywało także, że w astronomii wiedza musi być poparta wnikliwymi i długotrwałymi obserwacjami. Każda teoria może być prawdziwa tylko wtedy, kiedy jest poparta faktami, jak wiele kolejnych przełomowych odkryć, jakie miały miejsce w dziejach ludzkości.
Pod koniec średniowiecza pojawienie się komety miało być zapowiedzią nadejścia strachu i terroru, ale żyjącego w epoce renesansu naukowca Edmunda Halleya, tak jak Galileusza interesowały wyłącznie fakty, a nie przesądy. W 1695 roku Halley zaczął badać zapiski, dotyczące komet, które pojawiły się od starożytności do czasów mu współczesnych. 24 opisy były na tyle szczegółowe, że pozwoliły mu wyznaczyć orbitę tych ciał. Ku jego zdziwieni trzy z opisywanych komet poruszały się po bardzo zbliżonym torze, a odstęp między ich pojawianiem się wynosił dokładnie 76 lat. Na tej podstawie doszedł do wniosku, że następna kometa znów przetnie niebo po 76 latach. Zdął sobie również sprawę, że odnalazł opisy nie trzech różnych, ale jednej i tej samej. Halley był tak pewny swego odkrycia, że nie wahał się ogłosić i ż kometa pojawi się ponownie. Miało to nastąpić w 1758 roku. Jego obliczenia sprawdziły się i kometa powróciła w oznaczonym przez niego czasie. Niestety, nie żył już, ale kometę tę nazwano jego imieniem. Dziś figuruje jako kometa Halleya. Przestano ją już uważać za zwiastun zła.
Albert Einstein był urzędnikiem w szwajcarskim biurze patentowym. Na początku 1900 roku, podobnie jak inni naukowcy zainteresowany był dziwnymi zmianami orbity Merkurego. Do obliczani ruchów planet stosowano prawa grawitacji, zdefiniowane przez Newtona. Zawodziły one jednak, gdy starano się przewidzieć położenie tej planety. Zjawiska przesuwania się perychelim Merkurego nie mogły wyjaśnić teorie Newtona. Młody Einstein wysunął własną koncepcję, tłumacząc tę zagadkę. Przedstawił teorię, która korygowała zasady grawitacji sformułowane przez Newtona. Newton stwierdził, że siła ciężkości przemieszcza się w przestrzeni momentalnie i tę właśnie słabość w jego teorii odkrył Einstein. Doszedł zatem do wniosku, że fale grawitacyjne mogą się przemieszczać co najmniej z prędkością światła, ale potrzebował modelu, który mógłby to objaśnić. Tym modelem było zakrzywienie przestrzeni. Pomysł ten wydal się dla wielu zbyt dziwaczny, aby go zaakceptować. Zbliżające się zaćmienie słońca dało doskonalą okazję do sprawdzenia teorii. Teoria Einsteina okazała się prawdziwa, a jego wielkie odkrycie wstrząsnęło światem.