Kontakty polityczne
Ostrym tonem zastrzeżono "nienaruszalność polskich granic" i "polskiego tytułu własności do nieruchomości", tak jakby Bundestag próbował to podważyć. Nagłe ochłodzenie w stosunkach polsko-niemieckich skłoniło ówczesną prezydent Bundestagu Ritę Süssmuth do złożenia nieplanowanej, krótkiej wizyty w Warszawie. Odpowiedzialne za te zadrażnienia były organizacje wypędzonych, które wciąż prowokują takie sytuacje, stosując podwójną strategię: podkreślanie chęci pojednania przy jednoczesnym stawianiu niejasnych żądań "odwrócenia bezprawia wypędzeń." Współodpowiedzialni byli jednak także polityczni decydenci po obu stronach. Po stronie polskiej - inicjatorzy ostro sformułowanej rezolucji Sejmu, która podsyciła obawy polskiej ludności przed niemieckimi roszczeniami terytorialnymi. Po stronie niemieckiej - partie koalicji rządzącej, które obawiały się konfrontacji z radykałami w swoich szeregach i świadomie decydowały się na wywołanie napięć w stosunkach z Polską. W poprzednich latach strona polska zachowała dystans wobec tej zachowawczej postawy. Tym większe było więc zaskoczenie Bonn, kiedy w 1998 r. wschodnia sąsiadka odeszła od dotychczasowej praktyki i na rezolucję odpowiedziała rezolucją. W maju 1998 r. doszło zatem nie do przykrego "wypadku przy pracy" z powodu politycznie mało znaczącej problematyki wypędzeń, nawet nie do zwykłego nieporozumienia.
Chodziło raczej o poważny sygnał, że istnieją różnice priorytetów między Bonn a Warszawą. Patrząc pod tym kątem można powiedzieć, że jest analogia między "papierową wojną" z 1998 roku, a napięciami, które poprzedzały mowę Bartoszewskiego w 1995 r. W obu przypadkach interesy i czułe punkty polskiego partnera albo nie zostały dostrzeżone, albo świadomie zgodzono się na ich pogwałcenie. W pierwszych latach właśnie pojednanie i uporanie się z historycznymi tabu było na pierwszym miejscu politycznego porządku dnia. Pod koniec lat 90. natomiast coraz wyraźniejsza stawała się potrzeba zmiany paradygmatu w stosunkach polsko-niemieckich. Dyplomata i ekspert do spraw niemieckich Marek Prawda skonstatował "pustkę po pojednaniu." Według niego już od kilku lat formuła pojednania jako najważniejszej motywacji stosunków polsko-niemieckich wyczerpała się. "Przejście do partnerstwa okazuje się teraz trudne, ponieważ instrumenty, którymi dysponujemy, są w dalszym ciągu nastawione na pojednanie. Nie zawsze jesteśmy gotowi zaakceptować tę zmianę." Marek Prawda uważa też, że obie strony są dumne z osiągniętego pojednania i nie szukają nowych pól współpracy. "Jest to skutek tego, że brak przyzwyczajenia do partnerstwa, że nie ma poważnych rozmów, co więcej: nie uważa się, aby były one konieczne".