Niestety, kosmolodzy nie potrafią wyznaczyć tego momentu, gdyż nie wiedzą, co spowodowało inflację. Niektórzy fizycy uważają, że inflacja rozpoczęła się, gdy trzy fundamentalne oddziaływania silne, słabe i elektromagnetyczneoddzieliły się wkrótce po powstaniu Wszechświata. Zgodnie z tą teorią w momencie narodzin Wszechświata te trzy oddziaływania były nierozróżnialne, ale rozdzieliły się 10~38 s po Wielkim Wybuchu i ten proces w jakiś sposób spowodował gwałtowne rozszerzanie się Wszechświata. Jeśli ta teoria jest poprawna, to inflacja rozpoczęła się przy energii rzędu 10151016 GeV. (1 GeV to energia, jaką uzyska elektron po pokonaniu różnicy potencjału 109 V; najpotężniejsze obecnie akceleratory przyśpieszają cząstki do energii 103 GeV.) Z kolei jeśli inflacja została spowodowana przez jakieś inne procesy fizyczne zachodzące później, pierwotne fale grawitacyjne będą miały mniejsze natężenie. Fale grawitacyjne wytworzone w pierwszym ułamku sekundy po Wielkim Wybuchu będą się rozchodziły wiecznie i nawet obecnie mogą się przemieszczać we Wszechświecie.
Ciepło wydzielone dzięki tarciu pierścieni o pręt byłoby dowodem, że fale grawitacyjne niosą energię. Naukowcy właśnie budują skomplikowane detektory fal grawitacyjnych, w których wykorzysta się lasery do śledzenia niewielkich ruchów zawieszonych mas [ramka na następnej stronie]. Odległość między próbnymi masami determinuje zakres długości fal, które to urządzenie może monitorować. W największym naziemnym detektorze masy wiszą w odległości 4 km od siebie i dlatego będzie on mógł mierzyć drgania spowodowane falami grawitacyjnymi o długości od 30 do 30 000 km; planowany detektor kosmiczny powinien rejestrować fale tysiąc razy dłuższe. Długości fal grawitacyjnych wytwarzanych przez zlewające się gwiazdy neutronowe lub zderzenia czarnych dziur mieszczą się akurat w tym zakresie, da się więc zidentyfikować je za pomocą tych nowych urządzeń. Niestety, inflacyjne fale grawitacyjne o tej długości są zbyt słabe, aby reagowały na nie te detektory.