Ten z ogromną prędkością wzniósł się ponad krater, przebił się przez atmosferę, wyrzucając kryształki kwarcu, które jeszcze przed chwilą tkwiły nawet 10 km pod ziemią. Pióropusz nabrzmiał do średnicy 100200 km i już w kosmosie rozszerzył się, otaczając całą Ziemię. Pod wpływem ciążenia ziemskiego materia z powrotem zaczęła opadać przez atmosferę niemal z taką samą energią, z jaką została wyrzucona. Poruszające się z prędkością 740 tys. km/h szczątki rozświetliły nieboskłon jak biliony meteorów i rozgrzały atmosferę do temperatury kilkuset stopni, po czym powoli opadły na Ziemię, tworząc warstewkę, którą możemy zobaczyć dzisiaj. Zespół Melosha wyliczył, że spadające szczątki mogły podpalić roślinność na wielkich połaciach globu. W 1990 roku nikt jednak nie znał miejsca i dokładnych rozmiarów kolizji, toteż nie dało się obliczyć całkowitej ilości ciepła ani wyznaczyć rozmieszczenia pożarów.

Chociaż sadzę znajdowano na całym świecie, ogień nie musiał szaleć wszędzie w niektóre miejsca sadzę mógł przywiać wiatr. WKRÓTCE PO PUBLIKACJI WYNIKÓW Melosha siedmioosobowy zespół naukowców z USA, Kanady i Meksyku (do zespołu należał jeden z nas, Kring) stwierdził, że miejscem impaktu był Chicxulub. Odkrycie to rozstrzygnęło spór o praprzyczynę wymierania kredowotrzeciorzędowego. Odtąd badacze skupili się na szczegółach tego zdarzenia. W 2002 roku zakończyliśmy nową symulację pożarów. Znajomość miejsca impaktu pozwoliła nam zrekonstruować trajektorie i rozmieszczenie materiału wyrzuconego z krateru oraz oszacować zasięg pożarów. Z naszych wyliczeń wynika, że część materiału, zanim zawróciła na Ziemę, pokonała połowę drogi na Księżyc. Prawie cala masa osiadła na Ziemi w ciągu czterech dni po zderzeniu; niewiele ponad 10% pyłu wyrwało się ziemskiemu ciążeniu i rozproszyło po Układzie Słonecznym, być może opadając na inne planety. (Podobnie, choć wyrzucone w nieco innych okolicznościach, dotarły na Ziemię fragmenty Marsa i Księżyca).

Powracające szczątki rozgrzały atmosferę tak silnie, że spowodowały pożary w południowej i centralnej części Ameryki Północnej, w centrum Ameryki Południowej, w środkowej Afryce, na subkontynencie indyjskim i w południowowschodniej Azji (w związku z dryfem kontynentów lądy te miały inne położenie niż dziś). Zależnie od trajektorii nadlatującej planetoidy (bądź komety) pożoga mogła też spustoszyć inne części wspomnianych kontynentów, a być może także Australię, Antarktydę i Europę. Dwa najmniej wówczas przyjazne miejsca na Ziemi to okolica Chicxulub i, jak na ironię, najbardziej odlegle od impaktu Indie, które 65 min lat temu znajdowały się na antypodach, przez co zogniskowały się tam spadające szczątki. W ciągu godzin i dni po zderzeniu ruch wirowy Ziemi wystawiał na ognisty grad coraz to nowe lądy. Tak więc światowa fala pożarów, powoli słabnąc, przetaczała się na zachód. W większości przypadków nie miało znaczenia, czy roślinność porastała obszary suche czy mokradła.

Tagi: księżyc, wybuch, pożar

Katalog

Partnerzy

Reklama