nwp.org.pl komitet

Kandydaci na posłów i senatorów
Kiedy zadajemy sobie pytanie, w jaki sposób zgłaszani są kandydaci w sejmie to odpowiedź jest prosta: każdy komitet wyborczy może zgłosić 1 listę wyborczą w każdym okręgu. Taka lista powinna być poparta co najmniej 5 000 podpisów. Komitet wyborczy, który zarejestrował listy okręgowe do wyborów do Sejmu co najmniej w połowie okręgów wyborczych, uprawniony jest do zgłoszenia dalszych list bez poparcia zgłoszenia podpisami wyborców. Taką listę okręgową, listę kandydatów, zgłasza się najpóźniej w 40-stym dniu przed wyborami do godz. 24. Liczba posłów na takiej liście nie może być mniejsza niż liczba posłów, która ma być w takim okręgu wybrana, ani nie może też być większa niż jej dwu krotność. PKW następnie dokonuje rejestracji listy. Kiedy już zarejestrowane są wszystkie listy, przystępuje się do losowania numerów. Pierwszeństwo mają te komitety , które zarejestrowały swoje listy we wszystkich okręgach wyborczych- najpóźniej w 30-stym dniu przed wyborami- komitety, które zostały zarejestrowane tylko w 1 okręgu wyborczym (m.in. mniejszość niemiecka). Po wylosowaniu tych numerów PKW wysyła do wszystkich okręgowych komisji wyborczych informację o numerach żeby wiedziały, które numery już są zajęte. I następnie w okręgu losuje się numer tej lokalnej listy, która została zarejestrowana. To się dzieje najpóźniej w 25-tym dniu, czyli okręgowa komisja wyborcza ma 5 dni żeby to drugie losowanie lokalne przeprowadzić. Delegat Krajowego Biura Wyborczego obwieszcza najpóźniej w 10-tym dniu, kto jakie numery list otrzymał. W Senacie to ...

Kontakty polityczne
Ostrym tonem zastrzeżono "nienaruszalność polskich granic" i "polskiego tytułu własności do nieruchomości", tak jakby Bundestag próbował to podważyć. Nagłe ochłodzenie w stosunkach polsko-niemieckich skłoniło ówczesną prezydent Bundestagu Ritę Süssmuth do złożenia nieplanowanej, krótkiej wizyty w Warszawie. Odpowiedzialne za te zadrażnienia były organizacje wypędzonych, które wciąż prowokują takie sytuacje, stosując podwójną strategię: podkreślanie chęci pojednania przy jednoczesnym stawianiu niejasnych żądań "odwrócenia bezprawia wypędzeń." Współodpowiedzialni byli jednak także polityczni decydenci po obu stronach. Po stronie polskiej - inicjatorzy ostro sformułowanej rezolucji Sejmu, która podsyciła obawy polskiej ludności przed niemieckimi roszczeniami terytorialnymi. Po stronie niemieckiej - partie koalicji rządzącej, które obawiały się konfrontacji z radykałami w swoich szeregach i świadomie decydowały się na wywołanie napięć w stosunkach z Polską. W poprzednich latach strona polska zachowała dystans wobec tej zachowawczej postawy. Tym większe było więc zaskoczenie Bonn, kiedy w 1998 r. wschodnia sąsiadka odeszła od dotychczasowej praktyki i na rezolucję odpowiedziała rezolucją. W maju 1998 r. doszło zatem nie do przykrego "wypadku przy pracy" z powodu politycznie mało znaczącej problematyki wypędzeń, nawet nie do zwykłego nieporozumienia. Chodziło raczej o poważny sygnał, że istnieją różnice priorytetów między Bonn a Warszawą. Patrząc pod tym kątem można powiedzieć, że jest analogia między "papierową wojną" z 1998 roku, a napięciami, które poprzedzały mowę Bartoszewskiego w 1995 r. W obu przypadkach interesy i czułe punkty polskiego partnera albo nie zostały dostrzeżone, albo świadomie zgodzono się na ...


Katalog

Partnerzy

Reklama