nwp.org.pl teleskop
Kosmiczny teleskop
Ich zdjęcia, wykonane przez Kosmiczny Teleskop Hubblea, hipnotyzują pięknem. Mylącą nazwę "mgławice planetarne" wprowadził 200 lat temu angielski astronom William Herschel. Był on odkrywcą licznych mgławic rozmytych, przypominających obłoczki obiektów, które można dostrzec tylko przez teleskop. Ponieważ wiele z nich ma kształt z grubsza okrągły, przypominały Herschelowi odkrytą również przez niego zielonkawą planetę Uran. Sądził, że obiekty te są układami planetarnymi, które na naszych oczach formują się wokół młodych gwiazd. Nazwa jest używana do dziś, mimo że w rzeczywistości mgławice planetarne powstają z materii traconej przez umierające gwiazdy i patrząc na nie, widzimy nie naszą przeszłość, lecz przyszłość. Taki właśnie los czeka Słońce: jego kosmiczny żywot zakończy się malowniczą orgią mgławicy planetarnej. Mgławice planetarne to nie tylko czyste piękno. Jak wszystkie prawdziwe dzieła sztuki zmuszają nas do kwestionowania naszych wyobrażeń o świecie. W szczególności rzucają wyzwanie teorii ewolucji gwiazd działowi astrofizyki, który bada przemiany zachodzące w gwiazdach z upływem czasu. W powszechnej opinii teoria ta jest dobrze rozwiniętą i dojrzałą gałęzią wiedzysolidną podstawą, na której opieramy znaczną część naszej wiedzy o kosmosie. Jednak gdy chcemy objaśnić genezę bardziej skomplikowanych kształtów widocznych na zdjęciach wykonanych przez teleskop Hubblea, zaczynają się kłopoty. Jeśli gwiazdy rodzą się, żyją i umierają jako kule, to w jaki sposób wytwarzane przez nie mgławice mogą przybierać kształty mrówek, rozgwiazd czy kocich oczu? W UBIEGŁYM STULECIU astronomowie stwierdzili, że umierające gwiazdy można podzielić na dwie ...
Problem polega na
Problem polega jednak na tym, że wszystkie próby obliczenia gęstości energii próżni prowadzą do absurdalnie wielkich wartości, które są o 55120 rzędów wielkości większe niż całkowita energia materii i promieniowania w obserwowalnym Wszechświecie. Gdyby energia próżni była rzeczywiście tak olbrzymia, cala materia zawarta we Wszechświecie w jednej chwili uciekłaby do nieskończoności. Przez ostatnie 30 lat problem ten byl dla teoretyków prawdziwą solą w oku. W zasadzie mógł zostać dostrzeżony już w latach trzydziestych, gdy po raz pierwszy przeprowadzano obliczenia dotyczące wirtualnych par cząstek. Jednak we wszystkich dziedzinach fizyki oprócz tych, które zajmują się grawitacją, absolutna wartość energii układu nie odgrywa żadnej roli. Ważne są jedynie różnice energii pomiędzy poszczególnymi stanami (np. różnica energii stanu podstawowego i wzbudzonego w atomie). Jeśli do energii każdego stanu dodamy dowolnie dużą stalą, to w rachunkach ulegnie ona zniesieniu; w praktyce możemy więc nie interesować się jej wielkością. Jeśli w jakimś obszarze nieba jasności galaktyk zostaną przypadkowo zawyżone, to do katalogu trafi ich zbyt wiele i odniesiemy fałszywe wrażenie grupowania się tych obiektów. Nie wystarczy więc, by katalog, który ma rozstrzygnąć wątpliwości związane z zasadą kosmologiczną, objął olbrzymi obszar Wszechświata: trzeba go także bardzo dokładnie wykalibrować tak aby uzyskać pewność, że wszystkie galaktyki są obserwowane i opracowywane w taki sam sposób. POD KONIEC LAT OSIEMDZIESIĄTYCH James E. Gunn z Princeton oraz Richard G. Kron i Donald G. York z University of Chicago ...
Katalog