nwp.org.pl wojna
Polacy i niemcy
Do nierozwiązanych jeszcze problemów historycznego dziedzictwa należał wówczas (i należy nadal) zwrot dóbr kultury. Pod koniec lat 90. toczyła się na forum opinii publicznej debata na ten temat. Polsko-niemieckie pertraktacje od dawna utknęły w martwym punkcie. Problem polega na tym, że wzajemność w zwracaniu sobie dóbr kultury, do której dążą obie strony, jest niemożliwa do osiągnięcia, ponieważ polskie obiekty na ogół ulegały podczas wojny zniszczeniu, rzadziej były rabowane. Skutkiem tego jest, że obecnie znajdują się w Niemczech jedynie nieliczne polskie dobra kultury. Natomiast jeśli chodzi o zbiory niemieckie, to od 1945 r. wiele z nich znajduje się na terenie Polski. Stronie niemieckiej chodzi przede wszystkim o powrót cennego zbioru starodruków, rękopisów i muzykaliów określanych w Polsce mianem "Berlinki", a pochodzących ze zbiorów Berlińskiej Biblioteki Pruskiej. Zbiory te znajdują się od zakończenia wojny w Bibliotece Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ich powrót do Niemiec uzasadniano przede wszystkim względami praktycznymi, ponieważ ponowne połączenie zbiorów umożliwiłoby odpowiednie ich zmagazynowanie i udostępnienie naukowcom. Obecnie nie ma widoków na rozwiązanie kompromisowe, które uwzględniłoby zarówno stan ducha Polaków, jak i życzenia niemieckich bibliotek i muzeów, które chciałyby połączyć swoje porozdzierane kolekcje. Niemcy postrzegają Polskę i Polaków lepiej niż jeszcze kilkanaście lat temu. Wejście Polski do Unii Europejskiej i coraz częstsze osobiste wizyty za Odrą przyczyniły się do poprawy wizerunku Polski postrzeganej obecnie jako kraj mniej zacofany, a także wizerunku Polaków, którym Niemcy częściej skłonni są przypisywać ...
Wrzesień
Z jaką trudnością przyszło zainteresowanym przeprowadzenie zmiany paradygmatu, okazało się w następstwie wyborów w Niemczech we wrześniu 1998 r. Najpierw doszło do spięć między konserwatywnym rządem w Warszawie a nowym rządem Zielonych i socjaldemokratów w Berlinie. Warszawscy politycy byli rozczarowani wyborczą porażką nadzwyczaj lubianego w Polsce Helmuta Kohla. Kiedy nowy kanclerz Gerhard Schröder zapowiedział "więcej realizmu" i przykładanie większej wagi do interesów niemieckich w polityce europejskiej, polscy politycy zarzucali mu brak wrażliwości na motywowaną historycznie szczególność relacji z Polską i odwrót od proeuropejskiej postawy jego poprzednika. Klasa polityczna zdawała się bać nieznanych skutków zmiany generacji i paradygmatu. O wiele spokojniej zareagowało polskie społeczeństwo: jak pokazały sondaże, tylko co szósty ankietowany (17 procent) obawiał się, że po zmianie rządu w Niemczech pogorszą się warunki, na których Polska wstąpi do Unii Europejskiej; tylko co czwarty (24 procent) obawiał się spowolnienia procesu integracji. Na pytanie o wpływ zmiany niemieckiego rządu na stosunki bilateralne tylko 21 procent odpowiedziało "raczej niekorzystnie", co w porównaniu z poruszeniem w kręgach politycznych nie było wysokim wynikiem. Co ciekawe, oczekiwania mieszkańców Polski północnej i zachodniej, czyli dawnych terenów niemieckich, wiązane ze zmianą rządu, były na ogół bardziej pozytywne, prawdopodobnie dlatego, że liczono na zmniejszenie wpływów wypędzonych. Pełna sceptycyzmu reakcja konserwatywnej koalicji rządzącej w Polsce brała się przede wszystkim z powodu pryncypialnej, uwarunkowanej ideologicznie i historycznie niechęci wobec Zielonych, a przede wszystkich wobec socjaldemokratów. Wyrażało się w ...
Katalog