Dzięki takim oszacowaniom stwierdzono, że promienie dysków mieszczą się w zakresie od 100 do 1000 j.a. (jednostka astronomiczna jest zdefiniowana jako średnia odległość Ziemi od Słońca i wynosi 149 600 000 km), czyli są od 20 do 200 razy większe od promienia orbity Jowisza. Badania widmowe prowadzą do wniosku, że skład chemiczny pyłu w dyskach pozaslonecznych przypomina skład komet okrążających Słońce. Widmo dysku pozwala także wnioskować o jego strukturze. Dyski zaobserwowane przez IRAS nie mają jednolitej temperatury. Ich wewnętrzne części, leżące blisko gwiazdy, są gorętsze od części zewnętrznych. Nie znaleziono w nich jednak pyłu o temperaturze większej od 200 K. Gdyby dysk rozciągał się aż do samej gwiazdy, owa graniczna temperatura byłaby znacznie wyższa. Tak więc wydaje się, że w większości przypadków bliskie otoczenie centralnej gwiazdy jest wolne od pyłu (jej pyłowy dysk ma w centrum „dziurę”). „Centralne dziury”, których istnienie wydedukowano z obserwacji widmowych, dostarczyły astronomom pierwszych wskazówek przemawiających za tym, że w pyłowych dyskach kryją się niewidoczne dla nas planety.
Jedną z gwiazd, u których IRAS wykrył nadwyżkę podczerwieni, była (3 Pictoris. W 1984 roku Bradford A. Smith, pracujący wówczas w University of Arizona, i Richard J. Terrile z Jet Propulsion Laboratory w Pasadenie w Kalifornii wykonali jej zdjęcie w świetle widzialnym za pomocą 2.5metrowego teleskopu w Las Campanas Observatory w Chile. By zarejestrować słabe światło odbite od dysku, posłużyli się koronografem, czyli urządzeniem, w którym mały krążek blokuje bezpośrednie światło gwiazdy. Na uzyskanym w ten sposób obrazie ukazał się wspaniały dysk, widoczny niemal dokładnie z boku i rozciągający się na ponad 400 j.a. od gwiazdy (nowsze obserwacje powiększyły jego promień do ponad 1400 j.a.). |3 Pictoris to przypadek szczególny. Znajduje się dość blisko (w odległości zaledwie 60 lat świetlnych od Słońca), a jej dysk jest bardzo duży, bardzo jasny i do tego widoczny z boku (co dodatkowo zwiększa jego widomą jasność).
Kombinacja wszystkich tych czynników sprawiła, że był on dość łatwy do zaobserwowania. Niestety, przy obserwacjach innych dysków koronograf okazał się bezużyteczny. Gwiazdy oglądane z Ziemi nie są świecącymi punktami; drobne, chaotyczne ruchy powietrza zamieniają je w rozmyte plamki. Jeśli krążek koronografu jest wystarczająco duży, by zasłonić gwiazdę, to zazwyczaj zakrywa również dysk. Dyski powinny być łatwiejsze do zaobserwowania w dalekiej podczerwieni, w tym bowiem zakresie widmowym gwiazdy nie są tak jasne jak w świetle widzialnym. Niestety, daleka podczerwień jest niemal całkowicie pochłaniana przez atmosferę. Promieniowanie o jeszcze większej długości fali (w tzw. zakresie submilimetrowym) dociera do powierzchni Ziemi, ale aż do końca lat dziewięćdziesiątych przyrządy zdolne do jego detekcji były tak mało czułe i miały tak niską rozdzielczość, że do obserwacji dysków praktycznie się nie nadawały