Stopniowo dochodzimy więc do niewiarygodnej konkluzji: większość dzisiejszego Wszechświata składa się z niewidocznej, ciemnej materii i ciemnej energii. Co gorsza, wydaje się, że dziś gęstości ciemnej materii i ciemnej energii są porównywalne, choć w epoce rekombinacji wodoru ta pierwsza była o wiele większa niż druga. Fizycy nie lubią zbieżności, wolą postrzegać Wszechświat jako ciąg przyczyn i skutków, a nie efekt przypadku. Mało tego, inny tajemniczy czynnik pole inflatonowe zdominował wcześniejsze etapy kosmicznej ewolucji i wytworzył zarodki kosmicznej struktury. Dlaczego mielibyśmy przyjąć model kosmologiczny oparty na dowolnie wprowadzonych trzech tajemniczych czynnikach? Po pierwsze, te trzy czynniki pozwalają wyjaśnić całe bogactwo znanych wcześniej faktów. Istnienie ciemnej materii postulowano już w latach trzydziestych, by wyjaśnić lokalną gęstość materii w gromadach galaktyk.
Albert Einstein pojęcie ciemnej energii wprowadził w 1917 roku, kiedy dopisał do swych równań tzw. człon kosmologiczny, równoważący działanie grawitacji. Później wycofał się z tego pomysłu. Stalą kosmologiczna została jednak przypomniana w latach dziewięćdziesiątych, gdy obserwacje odległych supernowych wykazały przyśpieszanie kosmicznej ekspansji. Gęstości ciemnej materii i ciemnej energii wyznaczone z promieniowania reliktowego są w zdumiewającej zgodności z tymi obserwacjami astronomicznymi. Po drugie, standardowy model kosmologiczny ma moc przewidywania. W 1968 roku Joseph Silk (obecnie pracujący w University of Oxford) przewidział, że akustyczne maksima w widmie mocy z mikrofalowego promieniowania tła powinny być tłumione w konkretniej skali, którą wyliczył. Rezultatem tego tłumienia miała być niewielka, ale precyzyjnie określona polaryzacja promieniowania. (Promieniowanie spolaryzowane jest zorientowane w określonym kierunku). Można by się spodziewać, że fotony mikrofalowego promieniowania tła będą niespolaryzowane, ponieważ rozpraszanie w pierwotnej plazmie powinno nadać im chaotyczne kierunki.
Jednak w małych skalach, w których występuje tłumienie Silka, fotony narażone są na stosunkowo niewiele rozproszeń. Dlatego zachowują swoją orientację, która odbija się później w polaryzacji. Ta akustyczna polaryzacja została zmierzona przez Degree Angular Scalę Interferometer (instrument używany w AmundsenScott South Pole Station na Antarktydzie), a później przez WMAR Stopień zmierzonej polaryzacji świetnie zgadza się z przewidywaniami teoretycznymi. WMAP zarejestrowała też polaryzację w większych skalach kątowych, pochodzącą z rozpraszania fotonów już po rekombinacji. Istnienie ciemnej energii pozwala również przewidywać dodatkowe cechy promieniowania reliktowego, które właśnie teraz zaczynamy obserwować. Ponieważ ciemna energia przyśpiesza ekspansję kosmosu, osłabia studnie potencjału grawitacyjnego związanego z grupowaniem się galaktyk. Foton, który leci przez taki obszar, wpadając do jamy potencjału, zyskuje energię. Ale jama ta staje się coraz plytsza, dlatego foton na wyjście z niej traci mniej energii, niż zyskał, wpadając. To zjawisko, zwane wycalkowanym efektem SachsaWolfe’a, wywołuje zaburzenia promieniowania reliktowego w dużych skalach.