Na całym świecie 8 tyś. inżynierów i techników wstrzymało oddech, gdy rozpoczęto odliczanie przed startem na Tytana.Start poprzedniej, europejskiej wyprawy kosmicznej grupy satelitów zakończył się wybuchem rakiety niebawem po starcie; stracono sprzęt za 500 mln dolarów i tym samym skończyły się sny setek naukowców. Tysiącom pracowników nie pozostało nic, jak tylko czekać. Rakieta wystartowała w terminie, a operacja przebiegła bez zakłóceń. Rozpoczęła się długa i trudna podróż na Saturna, a statek kosmiczny wykorzystał przyciąganie Wenus, Ziemi i Jowisza, by uzyskać dodatkową prędkość, potrzebną do osiągnięcia Saturna. Kiedy sonda zbliża się do planety, siła ciężkości wielkiego ciała zwiększa prędkość statku kosmicznego. Dzieje się tak dlatego, że statek przelatując około planety przejmuje część jej pędu, by przyspieszyć grawitacyjnie swój bieg. Po drodze czekało wiele niebezpieczeństw, chociażby spotkanie z mikrometeoroidem, małym ziarnkiem piasku, który pędzi setki tysięcy kilometrów na godzinę, a następną przeszkodą są piękne, ale groźne pierścienie Saturna. Ta największa sonda musiała się przebić przez obszar zarzucony skalami i lodem.

By misja się powiodła, sonda Hoygens musiała przesyłać dane z powierzchni Tytana za pośrednictwem krążącego po orbicie statku bazy.Z kolei statek baza Cassini przekazywał informacje ku Ziemi. Gdyby system łączności zawiódł, mija byłaby stracona. Naukowcy postanowili po drodze przetestować anten. Używając olbrzymiego radioteleskopu wysłali sygnał do statku i czekali na odpowiedź, ale ku ich zaskoczeniu, informacje powróciły zniekształcone, zatem kosztowy radioodbiornik na Cassini pracował wadliwie, a bez sprawnej łączności kosztowna sonda byłaby tylko kupą kosmicznego złomu. Sześć instrumentów na pokładzie sondy nie zdoła wysłać informacji i zamiast obrazów pięknych jezior, rzek i miękkich plaż na Tytanie nie zobaczy się niczego. W tym przypadku sprzymierzeńcem techników był czas, zwłaszcza, że sondom pozostały jeszcze trzy lata drogi do Saturna. Wadliwy odbiornik mógł nie odebrać sygnału sondy, zatem był czas, by znaleźć na to sposób, co tez się stało. Obliczono, że trzeba zmienić orbitę sondy Cassini, by jej prędkość w stosunku do Hoygensa mniej się zmieniała, co ułatwi odebranie sygnału z powierzchni i odesłanie ich na Ziemię.

Nowe instrukcje zostały przesłane przez miliony kilometrów do statku kosmicznego.Teoretycznie zmiana orbity Cassini powinna zadziałać, ale na potwierdzenie trzeba było czekać jeszcze cztery lata. Zanim poprawiony system łączności wykazał swą wartość, Cassini i Hoygens musiały pokonać ostatnią przeszkodę w postaci pierścieni Saturna, które składają się z milionów odłamków z lodu, wielkości od ziarnka pyłu do budynku. Saturn jest 95 razy masywniejszy od Ziemi i jego ogromne pole grawitacyjne zbiera wszystko, co się zbliży i formuje z tego pierścienie. Pierścienie są wielkie i mają ponad 200 tyś. km szerokości, ale ich grubość to zaledwie 800 m. By dotrzeć do Tytana, obie sondy musiały trafić w lukę między pierścieniem piątym, a szóstym, używając głównej anteny, jako tarczy. Wystarczył jeden blond i sonda mogła zostać rozbita na miliony okruchów. Pod koniec czerwca 2004 r. Cassini zaczął przygotowywać się do wejścia na orbitę, a nadzór czekał na sygnał, że sonda wciąż jest sprawna. Na szali stały miliardy dolarów i kariery zawodowe wielu ludzi. Wreszcie, długo oczekiwany sygnał dociera na Ziemię. Sonda przetrwała, chociaż nie bez strat.

Tagi: objętość, obserwacje, planety

Katalog

Partnerzy

Reklama