Układ Słoneczny: standard czy wyjątek? Czy podobne zbiorowiska różnych obiektów towarzyszą innym gwiazdom w Galaktyce, czy też Słońce i jego układ planetarny są galaktyczną osobliwością? Choć jest to jedno z podstawowych pytań, jakie nurtują współczesną astronomię, ciągle nie potrafimy odpowiedzieć na nie w jednoznaczny sposób. W ciągu minionych dziewięciu lat astronomowie odkryli ponad 110 planet, rejestrując drobne ruchy, jakie ciała te wymuszają na swych macierzystych gwiazdach. Mestety, techniką tą można wykrywać tylko bardzo masywne planety krążące po ciasnych orbitach. Gdyby pozaziemscy astronomowie tą samą metodą obserwowali nasz Układ Słoneczny, zdołaliby zapewne zidentyfikować Jowisza i być może Saturna, ale przeoczyliby mniejsze ciała, dzięki którym słoneczna rodzina jest tak bogata i zróżnicowana: planetoidy, komety i planety ziemiopodobne.
W jaki zatem sposób astronomowie mogą dostrzec owe mniejsze ciała i nabrać pełniejszego wyobrażenia o budowie pozasłonecznych układów planetarnych? Wskazówka pojawia się wiosną na zachodnim niebie, tuż po zachodzie słońca. Przyglądając się uważnie, można tam dostrzec słabą poświatę w kształcie trójkąta, którego podstawa styka się z horyzontem. Nosi ona nazwę światła zodiakalnego i jest utworzona przez promienie słoneczne odbite od ziaren międzyplanetarnego pyłu. Ponieważ świetlny trójkąt rozciąga się wzdłuż ekliptyki (pozornej drogi Słońca na tle gwiazd), domyślamy się, że ziarna pyłowe tworzą cienki dysk, którego płaszczyzna pokrywa się z płaszczyzną orbity Ziemi. Chwila zastanowienia każe nam jednak zwątpić w te domysły. Taki dysk nie powinien istnieć! Ziarna pyłu są bowiem tak małe (kolor światła zodiakalnego pozwala ocenić ich średnice na 20200 \im), że pod wpływem promieniowania słonecznego szybko zbliżają się po spirali do Słońca, sublimują i giną w jego fotosferze.
Jeszcze mniejsze drobiny pyłowe są równie szybko „wydmuchiwane” z Układu Słonecznego przez ciśnienie promieniowania. Fakt, iż pył istnieje, oznacza zatem, że jego zapasy są nieustannie uzupełniane. Astronomowie sądzą, że pył międzyplanetarny powstaje podczas zderzeń między planetoidami, jak również w wyniku odparowywania komet przelatujących w pobliżu Słońca. W głównym pasie planetoid położonym pomiędzy orbitami Marsa i Jowisza zderzenia zdarzają się bardzo często. Kolizja prowadzi do pojawienia się drobin pyłowych; może też spowodować rozbicie zderzających się ciał, których szczątki trą o siebie przez miliony lat i zaśmiecają przestrzeń międzyplanetarną coraz większą ilością pyłu. Odparowując brudny śnieg na powierzchni komety, Słońce uwalnia wymieszane z nim pyły, które tworzą widowiskowe warkocze. Gdy ciągnące za kometą drobiny pyłowe wtargną do atmosfery Ziemi, obserwujemy je jako meteory.
Uwolniony pyl rozprzestrzenia się prawie po całym wewnętrznym Układzie Słonecznym aż do orbity Jowisza. Jest go niewiele: jego masa nie przekracza jednej tysięcznej masy Księżyca. Łączna powierzchnia ziaren jest jednak olbrzymia, dzięki czemu pył oglądany spoza Układu Słonecznego stokrotnie przewyższa blaskiem planety. Z odległości kilku lat świetlnych można go dostrzec dużo łatwiej niż Ziemię czy nawet Jowisza. Pyl towarzyszy nie tylko Słońcu, lecz także innym gwiazdom. Dwadzieścia lat temu Infrared Astronomical Satellite (IRAS), wykonując rutynowe kalibracyjne obserwacje gwiazdy Wega, odkrył wokół niej dysk pyłowy. Analizując dalsze dane z satelity IRAS, przed początkiem lat dziewięćdziesiątych zdobyto wskazówki świadczące o obecności podobnych dysków przy ponad stu innych gwiazdach. Większości tych obiektów nie można było wówczas obserwować bezpośrednio; ich obecność trzeba było wydedukować.